Ciało kobiety - moje doświadczenie w hammamie odc. 10 Weź mnie [powieść erotyczna]

 Ciało kobiety




Zeszłam na śniadanie do restauracji. Starając się nie być natrętną, szukałam pary kochanków, ale widocznie ich zabawa nie skończyła się w saunie i nie zdążyli się jeszcze wyspać. Większość osób komunikowała się z obsługą biegle po francusku,  więc rozumiałam z ich rozmów jedynie pojedyncze słowa. Przy stoliku obok głośno dyskutowały po arabsku dwie kobiety ubrane w tradycyjne stroje. Zaczęłam się zastanawiać, kim były. Matka z córką, które wpadły się zrelaksować? Różnica wieku między nimi nie była aż tak znacząca, ale takiego wniosku nie dałoby się wykluczyć. Moje skojarzenia jednak płynęły w kierunku dwóch żon, jednego mężczyzny. Nam Europejczykom takie skojarzenia nasuwają się same. Pociąga nas to, co inne, pragniemy to poznać, łudząc się, że to poznanie będzie rodzajem współuczestnictwa w danej sytuacji. Niestety nią nie jest. Ja również musiałam zadowolić się domysłami i fantazjowaniem. Jak to jest być jedną z żon? Czy czują zazdrość? A może właśnie są od niej wolne, pogodzone z kulturowo danym porządkiem rzeczy. Wierność małżeńska tak, jak my ją definiujemy, jest dla nas gwarantem partnerstwa, a tutaj związek z założenia jest relacją pana i niewolnika. Tak jakby, za utrzymanie ta kobieta zgadzała się na poddaństwo. Ale czy to jest złe? Czy wszyscy ludzie zawsze muszą wybierać swoją wolność, realizowanie siebie? Przecież nie wszyscy mamy takie możliwości. Jednak tym, czego przyjąć nie mogę jest narzucanie takiego wyjścia, nie dawanie wyboru tylko dlatego, że mam taką płeć, że to przez nią automatycznie jestem zaliczana do ludzi, którzy nie mają ochoty podbijać świata. Ja mogłam wybrać. To chyba ten brak wyboru jest tym, co budzi mój sprzeciw, a nie sam system wartości.
Z zamyślenia wyrwała mnie recepcjonistka, która przyniosła mi lilię z odręcznie napisaną karteczką  w języku angielskim: „Thank you”. W pierwszym momencie pomyślałam, że to od kompana początkowej części mojej podróży – fotografa Michała. Ale przecież nie wiedział, gdzie się zatrzymuję, poza tym nie pisałby po angielsku. Chyba, że przesłał ją przez kogoś tu na miejscu, a dyktowanie słowa po polsku groziłoby jakąś dziwną literówką. Potem zobaczyłam, że jest osoba na sali, która dostaje taki sam podarunek. Mężczyzna z drugiego końca sali. Obserwator z sauny. Teraz zobaczyłam, że jednak ma nieco więcej lat niż przypuszczałam, ale jest bardzo elegancki, wysportowany i zadbany, stąd mylne wrażenie. Był ogolony na łyso, nosił okulary w cienkich, metalicznych, kwadratowych oprawkach. Miał na sobie starannie wyprasowaną, białą koszulę i marynarkę w stylu marynarskim. Na pewno miał więcej niż sześćdziesiąt lat, może nawet siedemdziesiąt. To, co przyciągnęło moja uwagę to płomienie w jego oczach, które musiały być iskrami, gdy był młody, teraz jednak świadczyły o jego wiedzy i dojrzałości. Nigdy nie pociągali mnie starsi mężczyźni i on też nie budził szybszego bicia serca. Wręcz przeciwnie, raczej kojarzył się ze statecznością i bezpieczeństwem. Mężczyzną, do którego można zwrócić się o pomoc lub radę, i który nigdy nie nadużyje twojego zaufania.
Sauny, które wieczorem były koedukacyjne, rankiem były zarezerwowane tylko dla pań, które umilały sobie tam czas pomiędzy kolejnymi zabiegami upiększającymi. Podstawową był hammam, czyli coś co my nazywamy turecką łaźnią. Pomieszczeniem, które dzieli się na trzy sale, różniące się temperaturą i w związku z tym ilością pary. Wilgotne powietrze otwiera pory, skóra oczyszcza się i o wiele lepiej przyjmuje pielęgnację, którą otrzymuje w trakcie zabiegów.
Pomieszczenie, które dzisiejszej nocy było prawie zupełnie puste, teraz tętniło falującymi piersiami i kołyszącymi się biodrami. Jest coś radosnego i podniecającego zarazem we wspólnym spędzaniu czasu w nagości. W Polsce właściwie nie ma okazji do tego typu spotkań. Tutaj natomiast kobiety spotykają się w łaźniach, by ze sobą poplotkować, naradzić się wspólnie nad jakimś problemem, czy po prostu koić nerwy w żywej kobiecej atmosferze. Para, która wypełniała całą przestrzeń dawała nieme przyzwolenia na przyglądanie się ciałom innych kobiet. Wszystkie były piękne, choć każda na swój sposób. Nie umiałam oderwać wzroku. Przyzwyczaiłam się do przyglądania się ciałom kobiet z reklam. Zdjęć szczupłych modelek, których ciało było tak wymodelowane w Photoshopie, żeby budzić skojarzenia z opakowaniem kremu na cellulite. To, co widziałam tutaj było o wiele bardziej żywe, różnorodne i przez to właśnie piękne. Może nie wymuskane, milusie i spełniające wymogi estetyczne najbardziej wyzutych z seksualności ludzi, ale prawdziwe, naturalne i w tym tkwiła niesamowicie żywotna siła tego obrazu.
Niektóre kobiety były okrągłe, a fałdy na ich brzuchu kojarzyły się z przyjemnym kołysaniem do snu. Inne były młodymi wyzwaniami, które kusiły niezdobytą niewinnością. Były wśród nich również świeże matki, których brzuchy jeszcze nie zdążyły zregenerować się po ciąży oraz takie, których jędrne brzuszki zapowiadały zbliżający się cud narodzin. Wszystkie one razem pokazywały kobiecość w całości, bo każda z tych kobiet przechodzi przez te wszystkie etapy, więc w jakiś sposób w tej wspólnocie ich ciała są wspólne, a właściwie wspólne jest doświadczanie swojej kobiecej cielesności, tak odmiennej od męskiej.
Nadine, młodsza z kobiet, którą widziałam w restauracji na śniadaniu poprosiła mnie o wyszorowanie pleców. Robiłam to delikatnie, choć ona zachęcała mnie do bardziej zdecydowanych ruchów. Starałam się obserwować, jak robią to inne kobiety, ale wydawało mi się, że postępując tak jak one, sprawię Nadine ból. Okazało się, że rzeczywiście jest najmłodszą z żon swojego męża. Mąż postawił im wyjazd do Marrakeszu, bo zapragnął wziąć ślub z jeszcze młodszą kobietą. Tym samym odsunął je na czas miesiąca miodowego, co im się niezbyt spodobało, ale nie miały wyboru. Nadine opowiedziała mi, że za sprawą tego małżeństwa była w stanie opłacić studia swojej młodszej siostrze i dzięki temu, chociaż jedna kobieta w ich rodzinie wreszcie będzie miała wyższe wykształcenie. Była z niej bardzo dumna. Potem zapytała mnie, co ja tu robię. Kolejne wnikliwe pytania spowodowały, że opowiedziałam jej moją historię.
Nie zauważyłam nawet, gdy łzy zaczęły spływać po mojej twarzy, ale były to łzy ukojenia.  Nadine szorowała mi spokojnie plecy, słuchając w skupieniu, aż nie wypowiedziałam wszystkiego, co było do wypowiedzenia. Jej słowa pocieszenia weszły głęboko do mojego serca i poczułam, że niezależnie od kultury jest jakaś fizyczna bliskość między kobietami. Szkoda tylko, że w naszym zachodnim świecie tak ciężko ją odczuć. Próbowałam sięgnąć pamięcią do takiego doświadczenia i chyba wiązało się ono z bardzo wczesnym dzieciństwem. Miałam mamę, siostrę, przyjaciółki, ale jednak bliskość fizyczna między nami ograniczona była do ustalonych odgórnie przytuleń lub pocałunków na przywitanie.
Podziękowałam Nadine za rozmowę i udałam się na swoją serię masaży. Czarne mydło, głęboko oczyszczające peelingi oraz masaże olejkiem arganowym sprawiły, że nie tylko moje ciało, ale cała ja czułam się jak nowo narodzona. Zupełnie jakby wypowiedzenie żali i dodatkowe zabiegi uzdrowiły mnie z tej rany, jaką była zdrada. Dopiero wtedy pozwoliłam sobie w ten sposób spojrzeć na całą sytuację. Ktoś mnie zranił i potrzebowałam leczenia. To, co tutaj robię, robię wreszcie dla siebie i dlatego, żeby po wylizaniu ran, stać się silniejszym człowiekiem.

Hammam pustoszał przed posiłkiem. Po obiedzie przychodziła kolej mężczyzn, więc kobiety miały wstęp wzbroniony. Jednak po kolacji sauna znowu będzie koedukacyjna, a wtedy może znowu do niej zawitam. Kto wie, czy para od której dostaliśmy dziś miłe podziękowanie, nie będzie miała ochoty na powtórkę. A może nawet na coś więcej. Czy w tym momencie cicho marzę o trójkącie? Cóż. Może sama nie chcę się do tego przyznać, ale chyba tak właśnie jest.

Tym razem od razu wzięłam taksówkę na plac Jemaa El Fna Dzisiaj już musiałam do niego dotrzeć, więc lepiej nie opierać się jedynie na moim wyczuciu topografii. Wszyscy turyści mają podobno problemy z odnalezieniem się w gąszczu uliczek. Często autochtoni starają się to wykorzystać, zabierając cię do stoisk swojej rodziny, abyś czując się zobowiązana kupiła coś, często za kilkukrotnie wyższą cenę. Taksówka zawiodła mnie na sam wielki plac i gdy z niej wysiadłam oniemiałam. Słońce już zachodziło, a wszędzie rozstawiały się dodatkowe stragany z parującym jedzeniem i piciem. Wokół pełno było ludzi wykonujących sztuczki, akrobacje, tańczących, śpiewających, mimów, czy ludzi w tradycyjnych strojach tutejszych górali. Obiecałam sobie, że będę próbować nowych smaków, więc ruszyłam w stronę straganów. Przystanek obowiązkowy – to jak głosił przewodnik – punkt z zupą ze ślimaków. Za pięć lub dziesięć dirhamów dostawało się mniejszą lub większą michę z ugotowanymi ślimakami w skorupkach wraz z wywarem. Gdy to zobaczyłam, moje gardło zacisnęło się w rozpaczy, na co kobieta gotująca ten przysmak zaczęła się śmiać. Mężczyzna, który nalewał zupę, jednocześnie namawiając okrzykami przechodniów do spróbowania, zaczął zachęcać mnie do spróbowania. Przynajmniej tak go rozumiałam w mowie ciała, bo mówił do mnie po arabsku. Wzięłam wykałaczkę, naśladując osoby, które radziły sobie z potrawą w zadziwiająco szybkim tempie i wygrzebałam brązowe, pokręcone ciałko. Faktura nie była zachwycająca, ale smak... Hmm.. Naprawdę zaskakująco dobry. Z ochotą wygrzebywałam niezręcznie resztę, budząc przyjazny śmiech obserwujących. Przez chwilę zastanawiałam się nawet nad dokładką, ale czekało na mnie jeszcze tak wiele innych lokalnych przysmaków.

Tej nocy spróbowałam jeszcze pysznej ostrej zupy z czymś bardzo słodkim do przegryzki, tajine, które tym razem smakowało zupełnie inaczej i dziwnego napoju z przypraw korzennych, który sprawił, że zaszumiało mi w głowie. To pewnie jakiś kolejny zastępnik alkoholu. Widać, że radzą sobie bez niego całkiem nieźle. Słuchałam muzyki, obserwowałam pokaz połykaczy ognia, próbowałam tańczyć z jakąś grupą ludzi. Byłam sama, ale czułam się wyzwolona. Pierwszy raz byłam w obcym kraju, w obcej kulturze, bez męża i przyjaciół, i wcale nie czułam samotności. Byłam z najbliższą mi osobą na świecie. Z samą sobą.

Następna część tu
Szukasz początku? Jest tutaj.

Share this:

, , , , , , ,

Twoja opinia jest dla mnie ważna. Zostaw komentarz! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.