Maroko wita gości - Weź mnie odc. 9 [powieść erotyczna]

Maroko wita gości

hammam erotyka tradycja nagośc kobiety erotyka intymność maroko seks grupow


Wynajmując hotel kierowałam się ładnymi zdjęciami i ceną (ach te stare nawyki!), ale to, co zobaczyłam, zachwyciło mnie. Riad, bo tak tutaj nazywają tego typu ośrodki, urządzony był w stylu kolonialnym. Obsługa bez problemu porozumiewała się ze mną po angielsku, ale to, co mnie kupiło, to były świeże pachnące kwiaty porozstawiane w każdym zakątku. Nawet we wspólnych toaletach stał wazon, z pięknie pachnącymi, świeżymi kwiatami. Ich woń towarzyszyła mi wszędzie, a różnorodność sprawiała, że węch nie przyzwyczajał się do jednej woni, tylko ciągle zachwycał się kolejną.
Od razu zapisałam się na zabiegu upiększające na następny dzień. Wszystko brzmiało bardzo egzotycznie. Tak. Moje ciało, którego głos wreszcie zaczął być dla mnie słyszalny, mówiło, że muszę koniecznie spróbować wszystkiego. Jeżeli to próżność, to cóż. Chyba muszę nauczyć się, czym ona jest.
Nie chciało mi się rozpakowywać, ani myć, chciałam jak najszybciej zobaczyć, co jest po drugiej stronie hotelowego muru. Wyszłam na uliczkę i... stałam jak oniemiała. Wystarczyło skręcić w następną przecznicę, by zobaczyć biedę. Kamienica, w której był mój hotel była odrestaurowana, jednak większość zabudowań nie miała tego szczęścia. Mury kamienic były bardzo stare, dostosowane do wymogów XXI wieku jedynie metodami chałupniczymi.
Surowe warunku mieszkalne jednak nie budziły we mnie przerażenia. Ludzie wokół byli uśmiechnięci, różnili się oczywiście od przyjezdnych, jednak była w nich jakaś moc, coś co mnie przyciągało. Dzieci biegały, grając w piłkę, choć było już po 22. Kobiety wracały z plecionymi torbami pełnymi zakupów, ktoś z parującym wózkiem sprzedawał jedzenie.  Próbowałam dotrzeć do osławionego centrum, ale uliczki mieszały się ze sobą. Ciężko było mi się w nich odnaleźć, a często okazywało się, że miejsce, które miało już być głównym placem, było punktem, z którego rozpoczęłam wędrówkę. Wszystko to odkrywałam z uśmiechem. Kupcy zapraszali mnie do swoich straganów, częstowali swoimi produktami. W końcu jeden z naganiaczy zdybał mnie na kolację. Oczywiście i tak planowałam spróbować lokalnej kuchni, ale wszystkie przewodniki zwykle przestrzegają przed jedzeniem na ulicy. Skuszona zapachem i swojsko wyglądająca kuchnią na drewno, siadłam w jednej z knajpek. „Knajpka” to zdecydowanie za dużo powiedziane. To było kilka plastikowych stolików i zbudowana z przygodnie znalezionych cegieł i kamieni kuchnia. Wokół siedziało dużo tutejszych ludzi i to mnie przekonało. Najpierw dostałam harirę. Mocno rozgrzewającą zupę, która o tej porze smakowała cudownie. Następnie dostałam tajine. Tradycyjne tutejsze danie, podawane w specjalnym glinianym naczyniu o tej samej nazwie. Przyprawy z jedzenia mieszały się w mojej głowie z melodią lokalnych muzyków, grających na małym placyku, kolorami sprzedawanych obok naturalnych barwników i zapachem palonego nieopodal kiszu. Kisz to lekka marihuana, którą Marokańczycy popalają, żeby się odurzyć, zamiast picia alkoholu, w swoich barach. W takich miejscach nie spotkamy kobiet, siedzą tam sami mężczyźni, spokojnie obserwujący życie na ulicy i tęsknie spoglądający od czasu do czasu w stronę telewizora.
Nie wypiłam ani kropli alkoholu, a czułam się jak pijana. Bogactwo kolorów, zapachów i dźwięków oszołomiło mnie. Ta kultura nie daje dojść do głosu wszędobylskiemu słowu, gadaniu czy dyskutowaniu. W tym kraju przez tumult, przebijała się nie tylko muzyka, ale też kuchnia ze swoimi wspaniały smakami, kadzidła i stoiska z perfumami, kolory, które poczynając od pomarańczowych murów, z których zbudowany jest cały Marrakesz, po stroje mieszkańców i sprzedawaną ceramikę, bombardowały wzrok ciągle zmieniającymi się, intensywnymi barwami.
Najedzona i upita wrażeniami (choć ciągle nie spożyłam ani kieliszka alkoholu) zapłaciłam za posiłek i postanowiłam wrócić do hotelu. Poczułam zmęczenie nieprzespanej nocy i doszłam do wniosku, że dobrze będzie wypocząć przed kolejnym dniem pełnym wrażeń. Nie czułam się na siłach, żeby znaleźć drogę do hotelu. Wsiadłam do jednej z wielu taksówek i pokazałam wizytówkę hotelu, którą recepcjonistka, widocznie świadoma problemów z orientacją gości, wcisnęła mi na siłę, żebym schowała, na wszelki wypadek, do portfela. Samochód kręcił po uliczkach, stawał w małych korkach, gdy ulicą akurat jechał jakiś koński wóz, ale dość szybko byłam z powrotem, w moim hotelu. Wślizgnęłam się do pokoju, gotować iść już spać, ale na ulotkach zauważyłam, że sauna czynna jest przez całą dobę i wystarczy zgłosić się do obsługi riadu.
Relaks w gorącej parze wydał mi się idealnymi zakończeniem tego dnia i jednym z pewnych pomysłów na szybkie i skuteczne zaśnięcie. Rozebrałam się, założyłam szlafrok i poszłam na dół wedle instrukcji.
Pobrałam prześcieradło i ręcznik. Sauna była koedukacyjna i zakazywano wejścia w stroju kąpielowym lub bieliźnie. Nie zdziwiło mnie to. Spotykałam się z takimi praktykami w wielu miejscach w Europie, jednak sądziłam, że kraje arabskie są bardziej purytańskie pod tym względem. O tej porze nie spodziewałam się nikogo, ale zawiodłam się. Szczerze powiedziawszy nazwanie tego zawodem jest grubą przesadą. Właściwie to mile się zaskoczyłam. W jednej z sal zobaczyłam parę wesoło zabawiająca się na leżankach do odpoczynku. Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam do innej sali.
Bąbelki jacuzzi delikatnie masowały moje ciało, ale moje myśli ciągle wracały do baraszkującej pary. Czy oni naprawdę to tutaj robili? Może podniecało ich to, że ktoś może na nich patrzeć? Zaczęły mi się przypominać sceny z dzisiejszego dnia. Co we mnie wstąpiło, żeby kochać się w przebieralni i to jeszcze na widoku innych? Przecież ja widziałam jednego obserwatora, a ile innych osób, chcąc nie chcąc, stało się świadkami tej sceny? Szczerze powiedziawszy wcale nie zrobiło mi się wstyd. Spodobała mi się tam myśl. Przecież nikt nie powinien mi mieć tego za złe. Nawet gdy specjalnie odsłaniałam kabinę do połowy, żeby nasz obserwator widział, jak penis mojego przygodnego kochanka znika w moich ustach. Czy to doświadczenia z Serge'em tak mnie zmieniły? Jeszcze miesiąc temu myśl o kochaniu się w aucie wydawała mi się jedynie niewygodnym ekscesem, a teraz sama dopraszałam się o szalone przygody.
Z tych rozważań wyciągnęły mnie ciche postękiwania. Otworzyłam oczy. Para przeniosła się do pokoju z aromaterapią, który znajdował się na wprost jacuzzi. Kobieta siedziała na kamiennej leżance, a przed nią leżał jej partner, z zapałem zajmujący się jej cipką. Ona nie patrzyła na niego. Patrzyła przed siebie. Wzrok jej był utkwiony pól metra nade mną. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę w średnim wieku, który obserwował, bez skrępowania, zabawiająca się parę. Oni najwidoczniej nie mieli nic przeciwko, więc ja tym zachęcona, sama zaczęłam przyglądać się ich harcom. Jest coś fascynującego w obserwowaniu, jak kochają się inni. Przede wszystkim każda osoba ma coś innego w sposobie, w jaki sprawia przyjemność sobie i parterowi, ale jest coś jeszcze. To przekroczenie granicy intymności, świadomość, że jest się tam, gdzie nie powinno być nikogo.
Gdy dochodziła, zupełnie nie przejmowała się tym, że ktoś słyszy, a słyszałam nie tylko ja i drugi podglądacz. Jej głos wydobywał się jakby z samej macicy, przechodząc przez przeponę i płuca. To było głębokie i cholernie podniecające jęczenie. Przypomniał mi się Serge i jego porównanie. „Kobieta jest instrumentem, na którym uwielbiam grać, tworząc piękne melodie.” Na tej kobiecie, jej westchnieniach i jękach można było wygrywać całe symfonie. Ja zrobiłam w tej kwestii wielki postęp. Wcześniej niedoścignionym ideałem były dla mnie jęki z filmów pornograficznym. Myślałam, że tak trzeba, żeby być seksowną. Nie wiem, kto wymyślił, że kobiety wydaja w czasie seksu dźwięku podobne do piszczenia zabawek, którymi bawią się psy, kiedy uczy się je aportowania. Przecież to śmieszne. W porównaniu z okrzykiem prawdziwej ekstazy, takiej prosto z trzewi jest to również cholernie puste. A my kobiety dajemy sobie to wmawiać właściwie w imię nie wiadomo czego.
Chciałam przeżywać rozkosz tak jak ta kobieta. Czułam, że uwolnienie głosu, zaprowadzi mnie w regiony, gdzie rozkosz odczuwana jest jeszcze głębiej.
Jej partner wstał. Jego penis sterczał dumie, aż poczułam miłe łaskotanie w pochwie.  Gdy widzę mężczyznę ze wzwodem, szczególnie gdy tak dumnie go obnosi, od razu czuje się zdominowana. Mam ochotę oddać mu się. Dziwne. Przecież to nie z mojego powodu, ani nie dla mnie jest ta seksualna gotowość. Z ciekawości obejrzałam się na mężczyznę za mną. Cały czas uważnie obserwował tę scenę.
Ogier ze wzwodem podszedł do jacuzzi, zanurzył w nim stopę, po czym zaczął się powoli zanurzać prawie dotykając mnie po twarzy swoim postawionym prąciem. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Spojrzał mi w oczy i roześmiał się. Zaraz za nim przyszła jego partnerka. Stanęła przodem do mnie i zaczęła kręcić swoimi pełnymi biodrami. Zazdrościłam jej tej gracji. Okrągła sylwetka powoli opuszczała się na partnera, aż w końcu opuściła biodra, rękami szukając pod wodą jego penisa. On obserwował ją z ramionami rozłożonymi na ścianach jacuzzi. Wprowadziła go do swojej pochwy i zaczęła swój energiczny taniec w górę, w dół i na boki. Jej ciało drżało z przyjemności. Zmieniła pozycję, a jej ruchy i mimika stały się bardziej skupiona. Ona patrzyła w oczy mężczyzny w końcu sali, a on z dumą spoglądał na otoczenie, czasem zawadzając o mój wzrok. Na twarzy rysował mu się wyraz zwycięstwa.
Gdy kobieta była bliska orgazmu zrzucił ją z siebie. Przewrócił na podłogę basenu tak, że pupę miała wypiętą w naszą stronę, a wtedy wszedł w nią mocnym ruchem i z głośnymi okrzykami dojeżdżał ją z energią, którą mocno ocierała się o brutalność. Ona jęczała pod nim w ekstazie. Między ich odgłosami słychać była plaśnięcia ciała o mokrą posadzkę. Gdy doszedł zostawił ją na posadzce i wrócił do jacuzzi patrząc się na mnie, na moje piersi, a pod wodą delikatnie muskając moje stopy. Po chwili ona też zebrała się z podłogi i wślizgnęła do jacuzzi. Szczęśliwa zaczęła dziękować mu drobnymi pocałunkami za doznaną rozkosz.

Pomimo zmęczenia poczułam podniecenie. Gdyby ktokolwiek z nich - obserwator, czy para - zaproponował mi jakąkolwiek formę seksu, zgodziłabym się, kierowaną jedynie podszeptami ciała. Nikt jednak nie wyszedł z propozycją, więc oddałam się samodzielnym poszukiwaniom rozkoszy w moim pokoju. Obrazy za całego dzisiejszego dnia wirowały w mojej głowie. Chwilę po tym jak przyszedł orgazm musiałam zasnąć, bo nic więcej już z tego dnia nie pamiętam.

Następna część tu
Szukasz początku? Jest tutaj.

Share this:

, , , , , ,

Twoja opinia jest dla mnie ważna. Zostaw komentarz! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.