Śniące ciało - opowieść Piere'a Weź mnie odc. 11 [powieść erotyczna]

 Śniące ciało

seks w śnie, na śpiocha, opowiadania erotyczne porno


Po dwóch wizytach w saunie i kąpieli w lodowatej wodzie poczułam silne orzeźwienie, które spowodowało mrowienie w całym ciele. Wiedziałam, że dobrze się po takim cyklu położyć, więc skorzystałam z okazji, widząc trzy wolne leżanki w odosobnionej sali. Natychmiast, gdy to zrobiłam moje ciało ogarnęła błogość, która sprawiła, że moje ręce, nogi i głowa wydawały się niewiarygodnie ciężkie. Nie byłam w stanie poruszać żadną częścią ciała, przymknęłam powieki i pogrążyłam się w głębokim relaksie, który ogarnął nie tylko ciało, ale i moją świadomość. Jedyne na co stać było teraz moje ciało to głęboki oddech, w których czułam jeszcze ciepłe powietrze sauny, rozgrzewające mnie od środka. Przez nagą powierzchnię skóry, wszystkie stresy i napięcia uchodziły w daleką przestrzeń, a ja oddalałam się od poczucia tego, kim byłam na co dzień w Warszawie. Natalia wydawała mi się obcą osobą, którą czasem ożywiałam. Teraz była tak daleko jak wszystkie inne troski. Z tego stanu pamiętam niewiele. Nie pojawiały mi się żadne obrazy czy słowa. Był po prostu relaks.
W pewnym momencie poczułam bardzo delikatne łaskotanie na moich wargach sromowych i w okolicach łechtaczki. Muskanie było tak lekkie, że początkowo myślałam, że to moja wyobraźnia symuluje to miłe uczucie jako skutek odprężenia, któremu się poddałam. Nie robiłam z nim nic, starałam się je jedynie odczuwać w tym, jak je czułam. Po chwili jednak łagodne pieszczoty nie zaczęły przemijać, wręcz przeciwnie powolutku przybierały na sile. Chwilę trwało zanim udało mi się rozchylić powieki. Między rozłożonymi nogami zauważyłam głowę Obserwatora, który w skupieniu wodził językiem po mojej cipce. Przestraszyłam się i gwałtowanie usiadłam. Nie spodziewałam się żadnego intruza, szczególnie takiego, który pozwolił by sobie na tak dużo.
Obserwator powiedział coś do mnie po francusku, ale widząc, że nie bardzo rozumiem, przeszedł na angielski.
- Przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczy mi pani taki tupet. Leżała tu pani w tak pięknej pozie, mrucząc tak rozkosznie i demonstrując światu swoje wdzięki, że nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nietaktem byłoby nie skorzystanie z tego zaproszenia.
Nie widziałam, co mu powiedzieć. Cały czas byłam trochę zaspana i nie umiałam sobie poukładać faktów. Co było prawdą, a co rzeczywistością, a przede wszystkim, czy mi się to podobało, czy może czułam, że Obserwator przekroczył pewną granicę. Widząc moje roztargnienie, mężczyzna usiadł koło mnie i zaczął opowiadać o sobie. Bardzo przyjemnie było mi słuchać jego opowieści. Szczerze powiedziawszy byłam mu wdzięczna, że nie muszę w niej uczestniczyć, zwłaszcza, że jego historia – nie wiem, na ile prawdziwa – była wciągająca i bardzo chętnie odpłynęłam, wyobrażając sobie jej sceny.
Obserwator miał na imię Piere i był Francuzem. Maroko odwiedzał od dawna, bo jak mówił, kiedyś było ono miejscem, w którym Francuzi popuszczali trochę gorset swojej obyczajowości. Do legendy przeszli oczywiście artyści, którzy przybywali tutaj, by dawać upust swoim fantazjom, na które w krajach Europy nie było w tym czasie przyzwolenia.
Któregoś razu, mieszkając w jednym z przybytków takich, jak ten nasz, miał okazję jeść śniadania z pewnym małżeństwem. Mężczyzna, tak jak on był pisarzem, i przyjechał do Marrakeszu w poszukiwaniu weny. Żona towarzyszyła mu w tej wycieczce, choć uważała ją za bezsensowny zbytek. Uważała, że cierpi na tym ich dom, ale również pozycja w ich lokalnej społeczności. Kobieta ta również była przepełniona potrzebą posiadania dziecka, a mąż przez wzgląd na spokój, którego potrzebował do pisania, wynajął sobie oddzielną sypialnię. Piere często ucinał sobie pogawędki z ową mężatką, gdy jej mąż pędził po śniadaniu do pracy, by jak najmniej uronić z najbardziej płodnego jego zdaniem czasu w ciągu dnia. Dama ta ciągle narzekała, że ma sen tak lekki, że budzą ją nawet skrzydła motyla. Nie mogąc dać wiary jej tłumaczeniom,  Obserwator przekomarzał się i zakładał z nią, że jest w stanie wejść do jej pokoju i musnąć ją nie tylko jak motyl, a ona nie zbudzi się. Zaśmiała się i przystała na ten zakład. W ten sposób żartując, umilali sobie poranki, w czasie których jej mąż w trudach płodził swoje dzieło.
Któregoś wieczoru, wracając z nocnego spaceru, przechodził koło drzwi jej sypialni. Pomyślał, że skoro w żartach się założyli się, to może zabawnym będzie spróbować choć wejść do środka. Zdziwił się, gdy odkrył, że drzwi są otwarte.
- Byłem wtedy młody i niedoświadczony i nie wiedziałem jeszcze jakie są kobiety! - rzucił prześmiewczo Francuz. - Uznałem, że szczęście mi sprzyja. Naprawdę nie miałem żadnych złych chęci. W głowie miałem tylko obraz muśnięć motylich skrzydeł. Kobieta spała głęboko na boku, a z jej koszuli nocnej wypadła pierś. Kiedyś kobiety miały naprawdę mlecznobiałe piersi, których nigdy nie widziało słońce, nie mówiąc już o napalonych młodych chłopcach. Chowały je dla swoich mężów, no i kilku innych wybranków. Pomyślałem wtedy, że muszę poczuć w dłoni jej ciężar. Tylko tyle. To przecież nie jest nic sprośnego. Ale gdy opadła w moją dłoń, usta same powędrowały do sutka, jakby w jakimś starym instynkcie dziecka, które szuka pokarmu. Ja jednak ssałem je w innym celu, a gdy zaczęły tej czynności towarzyszyć delikatne westchnienia rozkoszy, moje muśnięcia językiem i wargami zaczęły zamieniać się w coraz mocniejsze ssanie. Ręce powędrowały po kobiecych krągłościach. Czułem jakbym namacalnie obcował z obrazami mistrzów. Przez okno wpadało światło księżyca, dzięki czemu dokładnie mogłem studiować piękną rzeźbę, którą stworzyła natura.

Moje dłonie, odsłaniały jej ciało przysłonięte jeszcze gdzieniegdzie nocną koszulą. Gdy większość była już odsłonięta, wróciłem do pieszczot piersi, które obdarowałem chmurą pocałunków. Brakowało mi jednak tych mimowolnych westchnień, które wcześniej słyszałem, więc do warg dołączył język. Westchnienia nie przychodziły. Zacząłem więc podgryzać sutki sterczących piersi, a potem wpadłem na szatański pomysł, żeby na piersiach zostawić swój znak. Malinkę, która byłaby niezbitym dowodem mojej obecności. Gdy ssałem delikatną, mlecznobiałą skórę usłyszałem coś więcej niż oczekiwałem. Nie zwykłe westchnienia, ale rozkoszne jęknięcie. Nie mogłem więc przestać. Choć nie miałem pojęcia, jak małżonka wytłumaczy mężowi te ślady na swoim ciele, a przede wszystkim, co pomyśli o swoim płytkim śnie. Naprawdę obiecywałem sobie, że za chwilę już opuszczę jej sypialnię. Żart udał mi się aż nazbyt dobrze, ale wśród coraz częstszych jęków ona rozkopała nogami łóżko i ukazała swoją waginę w pozie tak zachęcającej jak pani przed chwilą. Nie chciałem wykorzystywać sytuacji. Pomyślałem, że tylko przywitam się z nią, skoro już zdecydowała mi się pokazać. To miał być tylko jeden pocałunek, ale jej wargi sromowe tak dobrze dogadywały się z moim językiem, jakby same chciały sprawić mu przyjemności, aż zatraciłem świadomość, kto tu komu robi dobrze. Jej łechtaczka nabrzmiała, a pochwa nawilżyła się momentalnie. Z czystej ciekawości wsunąłem do niej palec. Byłem wtedy młody, każde doświadczenie było na wagę złota. Tak zachłannie zaczęła zasysać każdy jego ruch, że musiałem sprawdzić jak zareaguje na dwa palce, a potem trzy. Westchnienia i jęczenia zaczęły przybierać na sile i częstotliwości. Zacząłem się zastanawiać, czy cztery place można jeszcze podciągnąć pod muśnięcie skrzydłami motyla. Okazało się, że spokojnie. Nie mogłem jej zostawić w takim momencie. Pragnęła więcej niż były w stanie dać jej moje palce. Czułem, ze jestem jej to winień po całym tym doświadczeniu, które zebrałem tej nocy. Wsunąłem w nią mój oręż bardzo delikatnie. Poczułem pulsowanie ścian jej pochwy. Nie chciałem przesadzić, choć nie ukrywam, że krew coraz szybciej tętniąca w moich skroniach, chciała sprawę załatwić dość szybko i obcesowo. Cierpliwość nie jest cnotą młodości, jeżeli wie pani o czym mówię. Zacząłem bardzo powoli przesuwać w przód i w tył, choć jej zachłanna pochwa prosiła o szybsze działanie. Obawiałem się również, że zbyt silne doznanie zbudzi ją ze snu. Gdy usłyszałem serię cichych okrzyków rozkoszy, moje biodra same przyspieszyły tempo i przedwcześnie napełniłem ją po brzegi nasieniem. Uznałem, że bezpieczniej będzie ją zostawić w niezaspokojeniu. Nie wiedziałem, czy nie odczytałaby tego wybryku jako plamy na własnym honorze. Patrzyłem na nią jeszcze chwile. Osłonięte nagie ciało, czerwona, nabrzmiała wagina i piersi, których sutki nie dopieszczane od pewnego czasu stały się miękkie, jakby rzucały wyzwanie, by znów doprowadzić je do stanu twardości. Tej nocy myślałem, że to jedyna szansa nasycić oczy tym obrazem, więc łapczywie starałem się go jak najwierniej wyryć w mojej pamięci.

Następna część tu
Szukasz początku? Jest tutaj.

Share this:

, , , , , ,

Twoja opinia jest dla mnie ważna. Zostaw komentarz! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.