Zapnij pasy! - Weź mnie odc. 8 [powieść erotyczna]

seks w samolocie, seks z nieznajomym, powieść erotyczna, pornografia dla kobiet


Samolot ruszył na swój pas startowy. Zapieliśmy pasy. Jako jedyna wsłuchiwałam się w instrukcje załogi z uwagą, skrupulatnie śledząc wszystkie wersje językowe. Miałam nadzieję, że w Marrakeszu odświeży się jakoś moja minimalna znajomość francuskiego. W przewodniku przeczytałam, że angielski nie jest najmocniejszą stroną Marokańczyków.
Gdy samolot odrywał się od ziemi poczułam się słabo, ale za chwilę to uczucie okazało się tylko podnieceniem przed nową przygodą. Gdy zobaczyłam jak lotnisko, a potem cała Warszawa, robią się malutkie, równo ułożone domki, jak w Monopolu, kolorowe kwadraty pól jak z obrazka, wtedy doszło do mnie, że zdrada męża to naprawdę tylko jeden z klocków życia wielu ludzi. Wyjeżdżając mogłam zostawić to za sobą, po prostu oderwać się. No przynajmniej spróbować. Choć na te dwa tygodnie. Starać się o tym nie myśleć. Może jakieś rozwiązanie przyjdzie samo.
Samolot się uspokoił. Obsługa dała sygnał, że można rozpiąć pasy. Stewardessy roznosiły katalogi produktów i proponowały przekąski.
Miał ładny zegarek. Chciałam kupić podobny mojemu mężowi, ale kosztował pół samochodu. Zresztą miał swój ulubiony, który dostał od mamusi, gdy zdał egzaminy na studia. Cholera! Znowu to robię. Myślę o nim, sączę złość, zatruwam swój własny dobry humor. Rozłożyłam się w fotelu, próbując zasnąć. Nie mogłam się ułożyć. Miałam straszną ochotę zdjąć buty, ale rozejrzałam się wokoło i nie zauważyłam nikogo, kto by sobie na to pozwolił. Twarze ustawione były w równych rządkach foteli, oświetlone niebieską poświatą laptopów. Samolot wyleciał o ósmej, na lotnisku trzeba było być o szóstej trzydzieści. Czy naprawdę nikomu nie chciało się po prostu wygodnie rozłożyć? Wtedy przed moim nosem zobaczyłam jedną osobę, którą olała współpasażerów, zdjęła buty, rozłożyła fotel i rozparta czytała magazyn na temat fotografii. To oczywiście był on. Fotograf. No tak. To stąd ten dziwaczny wędkarki image. Wytrzymałam i nie spojrzałam mu w twarz. Choć miałam wrażenie, że kątem oka uchwyciłam ironiczny uśmieszek.
- Szampana i dwa kieliszki – stewardessa bez zdziwienia poszła po butelkę i kieliszki. - Czy łosoś będzie dla ciebie odpowiedni do szampana? - Skierował się bezpośrednio do mnie. Czułam się obco jakbym oglądała film i kompletnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Zresztą w ogóle nie czułam, że ta kwestia jest wypowiedziana do mnie. - Widzę, że łosoś powinien ci zasmakować, ale na wszelki wypadek wezmę jeszcze po croissancie z masłem na wypadek jakbyś miała ochotę na trochę węglowodanów – Podał mi kieliszki i rozstawił stoliczek przede mną. Jego tupet nie dał mi szansy na jakąkolwiek reakcję. Może i lepiej. Przynajmniej zajął moje myśli. - Szampan o dziewiątej rano zacieśnia więzi, a ja bardzo lubię poznawać ludzi. Mogę ci mówić na ty? Nazywam się Michał.
- Natalia – nie można było nazwać mojej wypowiedzi przesadną elokwencją, ale już w połowie pierwszego kieliszka język mi się rozwiązał. Opowiadałam mu o swojej pracy (okazało się, że żyć bez niej nie mogę!), przyjaciołach (sama nie mogłam uwierzyć, że mam ich aż tylu) i ani słowa na temat męża, zużytych świeczek na specjalną okazję i rocznicowej jedwabnej pościeli. Sama doszłam do wniosku, że całkiem interesująca ze mnie osoba. Na szczęście jemu również udało się powiedzieć coś o sobie. Jest fotografem, pracuje dla gazety, ale prywatnie lubi zdjęcia podróżnicze. Ma nadzieję, że w przyszłości z tym związany będzie jego zawód.
- Robisz zdjęcia nagich kobiet? - to był już trzeci kieliszek, a ja wreszcie bez oporów zabrałam się za pałaszowanie łososia. Roześmiał się.
-Nawet nie domyślasz się, jak często słyszę do pytanie. Od czasu tego programu „Jak dobrze wyglądać nago” wiele kobiet chce mieć taką sesję. Byłem już o to proszony nieskończoną ilość razy.
- Hmm... Skromny jesteś.
- To nie ma związku ze skromnością! Ja jestem fotografem. Cenię zaufanie modelki, ale takie kobiety chcą mnie jedynie wykorzystać!
- Oj biedny misiaczek. Taki wykorzystywany. Stado parszywych babek pcha się z tymi swoimi piersiami przed twojego... znaczy się przed twój obiektyw, a ty przecież chciałbyś tylko strzelać fotki zachodom słońca.
- Dokładnie jest tak, jak mówisz! - roześmiał się i wzniósł kolejny toast.
Nawet nie zdążyliśmy dokończyć butelki, gdy stewardessa przypomniała nam, że za chwilę lądujemy. Szkoda, że Bruksela jest tak niedaleko Warszawy. Z drugiej strony takie rozwiązanie wydawało mi się bezpieczniejsze. Ta butelka szampana uderzyła mi do głowy. Jeszcze kilka kieliszków, a nie pozwoliłabym reszcie pasażerów w spokoju uzupełniać kratek w Excelu.
Rozstaliśmy się na lotnisku. Jak znajomi z pracy, czy sąsiedzi, którzy jutro lub pojutrze i tak się spotkają. Na szczęście to rozstanie nie było sztywne czy krępujące. Ot tak. Spędziliśmy miło czas i udajemy się do swoich zajęć. On na jakąś kolejną nudną naradę, gdzie będzie robił zdjęcia przysypiających europosłom, a ja na podbój nowego kontynentu.
Ruszyłam w stronę sklepów. Na lotnisku oferta rozrywek jest mocno ograniczona, ale przynajmniej w sklepach można wybierać. Stwierdziłam, że przymierzę przynajmniej pięć ubrań, których nigdy bym nie pomyślała, żeby przymierzyć. Byłam sama, nikt mnie nie widział, nikt nie oceniał, dlaczego nie spróbować. Najwyżej będę mogła się z siebie pośmiać. I tak nie zamierzam nic kupować.
Na pierwszy ogień poszła dopasowana czerwona sukienka na ramiączkach w rodzaju „druga skóra”. Madonna musiała coś takiego mieć w którymś teledysku w latach osiemdziesiątych tylko teraz nie pamiętałam, w którym. Było lepiej niż się spodziewałam, ale tylko dlatego, że spodziewałam się najgorszego. Prychnęłam śmiechem i przeszłam do czegoś tylko nieco bardziej obszernego. Garsonka nadrabiała materiałem, a konkretnie nadrukiem - była w panterkę. Wysoka ołówkowa spódnica i krótka marynarka. Musiałam przyznać, że naprawdę nieźle wyglądałam. Aż wyszłam z przymierzalni, żeby zobaczyć to z pewnej odległości. Wow. Nie poznałam się w lustrze. Moja sylwetka wyglądała w niej jak milion dolarów. Schowałam się, żeby sprawdzić, ile kosztuje. Co tam. W końcu raz się żyje. Co z tego, że nigdy nie odważę się jej założyć. Na początku musiałam sobie przypomnieć jaką waluta operujemy, ale nawet w złotówkach cena za komplet przewyższała chyba nawet wydatki na koło ratunkowe kryzysu wieku średniego mojego męża.
Trzecie były dopasowane czarne spodnie z lajkry i krótki gorset. Tak się nagimnastykowałam w czasie zakładania, że uznałam, że teraz jedyne, co by mi się przydało to solidny prysznic i wtedy...
Wtedy właśnie poczułam, że nie jestem sama w przymierzalni. Michał postawił swoją torbę na podłodze zaraz obok moich rzeczy. Nie pozostało już zbyt wiele miejsca.
- Coś tutaj zostawiłem, przepraszam tylko się rozejrzę. - Michał kucną i przy okazji tych oględzin dotykał niby przypadkiem moich nóg. Gdybym powiedziała, że z oburzeniem go wyrzuciłam, bardzo minęłabym się z prawdą. Mój śmiech widać go zachęcił, bo zgubionej rzeczy zaczął szukać w moich majtkach, które w tym celu zdjął i resztę poszukiwań wykonywał językiem. Mój śmiech dość szybko zamienił się w urywany oddech. Musiałam przyznać, że język miał nieźle wygimnastykowany i nie mówię tutaj jedynie o elokwentnej rozmowie. Słyszałam przechodzących ludzi, kobietę rozmawiającą po francusku przez telefon w kabinie obok, ale te rzeczy miały coraz mniejsze znaczenie, natomiast na mojej twarzy rysował się coraz bardziej pewny siebie błogi uśmiech.
Michał wstał i wyszeptał mi do ucha, w tym samym czasie szukając na moich plecach zapięcia od stanika.
- Pokaż mi je. Przez dwie i pół godziny próbowałem sobie wyobrazić, jak one wyglądają. - zsunął ramiączka i odsunął się, żeby móc je zobaczyć z bardziej odległej perspektywy.
- No i jak? Tak sobie wyobrażałeś?
- Nie wiem. Muszę spróbować. To, co sobie wyobraziłem to był obraz, który rejestrował w fantazji mój język. - Zaczął nim wodzić od zewnętrznej strony powoli dążąc do sutków. Gdy skończył rytuał na drugiej, zaczął powoli podgryzać sutek lewej, a w tym czasie jego palce bawiły się prawą.
- Weźmiesz mnie od tyłu – sama siebie zdziwiłam tą otwartością. To szampan musiał przez mnie przemawiać.
- Przepraszam – Michał zdecydowanie zmarkotniał, jakby mu się zrobiło wstyd. Nie rozumiałam, co się stało. Kierowana wcześniejszym doświadczeniem z Klubo sprawdziłam, czy nie doszedł przedwcześnie, ale nie. - Nie mam prezerwatyw. Pewnie mi nie wierzysz, ale takie sytuacje nie zdarzają mi się zbyt często. - Roześmiałam się, co chyba wcale nie poprawiło mu dobrego humoru.
- Nie ważne. Zrób to. - oparłam się dłońmi o ścianę i wypięłam tyłeczek. Gdy wchodził we mnie zobaczyłam, ze zasłonka się odsunęła. Znudzony zakupami żony i córki mężczyzna siedział na pufie i przyglądał się z zaciekawieniem, co robimy. Dość szybko się domyślił. Widział moją sylwetkę i dobrze wszystkim znane ruchy. I wcale nie schowałam ze wstydem twarzy, gdy przyszedł wcale nie długo oczekiwany orgazm. Michał nie zdążył dojść, więc klęknęłam i doprowadziłam go do szczytu ustami, dodatkowo uchylając zasłonkę, by nasz widz nie stracił niczego z naszego przedstawienia. Jego sperma wyciekła z moich ust i spłynęła na piersi. Od czasów Serge'a miałam na to niesamowicie wielką ochotę.
Ubierając się w pośpiechu Michał poprosił mnie o telefon. Uśmiechnęłam się i powiedziałam mu, że o takie rzeczy prosi się wcześniej. Dwie minuty później żałowałam. Przecież dawanie telefonu to nie ślub. Czasem można po prostu mieć kogoś, z kim można wyjść do kina, albo na wystawę fotografii. Nie każdy napotkany facet (nawet jeżeli właśnie kochałam się z nim w przymierzalni) musi spełniać w moich życiu tylko jedną określoną rolę. Kiedyś miałam kumpli i przyjaciół. Od kiedy jestem z panem K. - jak mawiają dziewczyny – moje przyjacielskie stosunki utrzymuję jedynie z kobietami. To przecież bez sensu. Wyszłam z przymierzalni. Nie mogłam znaleźć garsonki w panterkę. Zmieszana podeszłam do ekspedientki, której trzeba było oddać ubrania i powiedziałam o tym. Ona z szerokim uśmiechem tylko poinformowała mnie, że garsonka czeka już na mnie przy kasie.
- Opłacona – dodała mrugając porozumiewawczo.
Rzeczywiście sprzedawczyni przy kasie podała mi torebkę z zakupami i standardową formułką zaprosiła ponownie. W środku był komplet, który przymierzałam wcześniej. Skąd wiedział? Jak długo mnie obserwował? I przede wszystkim może nadal to robi?
Rozejrzałam się wokoło, szukając wędkarza z aparatem w czerwonym swetrze, ale nikogo nie było. Zaczęłam się zastanawiać, czy jako fotograf zarabiał tak dużo, żeby stać go było na taki prezent, czy może właśnie trzymałam w torebce kilka rat kredytu hipotecznego, na który ciuła jego pozostawiona w Polsce żona. Eh... Znowu te skojarzenia z moim mężem. Postanowiłam, że muszę je zagłuszyć dobrą carbonarą. Te zakupy i dodatkowe atrakcje sprawiły, że byłam głodna, jak po przebiegnięciu maratonu.
To była moja pierwsza pełnoprawna zdrada mojego męża. Zaczynałam wyrównywać rachunki. Musiałam to uczcić.
Najbardziej kaloryczna wersja makaronu jaką zna świat, z ciężkim czerwonym hiszpańskim winem to było to, czego jak się okazało moje ciało pragnęło w tym momencie najbardziej (mądre, bo inne kwestie zostały zaspokojone chwilę wcześniej). Kolejną rzeczą, której się domagało był sen. Zasypiałam na stojąco w trakcie oczekiwania w kolejce do samolotu. Triumfalnie zajęłam swoje miejsce i nie licząc się z tumultem pakującego tłumu, zamknęłam oczy i zaczęłam odpływać. Wiedziałam, że za chwilę pewnie zjawi się ktoś, kto będzie chciał usiąść przy oknie. Siedzenia były potrójne, ale mi przypadło to środkowe. Pełny brzuch i szumienie w głowie uspokajało mnie, podsuwając myśli, że na pewno nikt nie wsiądzie i że spokojnie mogę sobie uciąć długo oczekiwaną drzemkę. Nie wiem, ile razy ta kobieta powtarzała przepraszam, zanim moja świadomość wróciła na miejsce. Wydawało mi się, że skądś ją znam, ale przypomniałam to sobie, dopiero gdy zobaczyłam jej męża. Nasz sekretny obserwator ze sklepu, przecisnął się do miejsca pod oknem, a ona usiadła najbliżej korytarza, aby móc swobodnie rozmawiać ze swoją córką, która miała miejsce w sąsiednim rzędzie. Myśl o kojącej drzemce zastąpiło teraz nieprzyjemne spięcie, o tyle absurdalne, że obecne również u mojego sąsiada z fotela obok. Gdyby wiedział, że mój kochanek z przymierzalni też zaczął kilka godzin temu od zwykłego siedzenia obok mnie w samolocie...
W końcu jednak udało mi się zasnąć i w tym śnie wyobrażałam sobie, że szukam ręką rozporka mojego sąsiada. Następnie doprowadzam go do gotowości ustami (cały czas z jego żoną i córką obok), aż w końcu siadam na nim i głośno jęcząc, kocham się z nim na oczach wszystkich pasażerów i personelu (który oczywiście nas – o dziwo – nie wyprowadza). Obudziłam się cała zlana potem. Włożyłam dłonie między nogi i starałam się już na wszelki wypadek nie zasypiać do końca lotu.
W czasie męczącej próby utrzymania świadomości doszłam do jeszcze jednego wniosku. Na miejscu koniecznie muszę kupić prezerwatywy (pewnie są przyzwyczajeni – dużo czytałam o seksturystyce Polek). Seks z obcym facetem bez zabezpieczenia, nawet gdy bierze się pigułki to jednak duże niebezpieczeństwo. Siedem lat małżeństwa oducza dobrych nawyków. No i znowu Krystian. Ciekawe, czy on raczył się zabezpieczać, czy też mam wszelkie choroby, które przenosi pani Daję-dupy-za-drogie-gaciuchy. Przeszedł mnie dreszcz. Ci dwoje ciągle psują mi nastrój!

Lotnisko w Marrakeszu powitałam z nieskrywana ulgą. Jeszcze na lotnisku pobiegłam do apteki. Tłumaczenie na migi w miejscowych przybytkach, że kondomy potrzebne mi są jedynie na wypadek krwotoku z kończyn, mogło być rzeczą dość ryzykowną, a wolałam mieć zapas na początek. W swoim ówczesnym mniemaniu zakładałam, że przecież i tak mi się nie przyda, bo seks nie jest celem mojej podróży. Po prostu nie chciałam się ograniczać, a gumki mogę się przydać również komuś innemu. Przy okazji dla niepoznaki kupiłam całą podróżną apteczkę i z siatką zakupów udałam się w stronę wyjścia. Chciałam znaleźć się jak najszybciej w hotelu, by zaaklimatyzować się poprzez długi sen, ale gdy uderzyło mnie rozgrzane ciepłe słońce i mieszanka dziwnych zapachów oraz smrodów, poczułam, że przesypianie tego dnia w zwykłym hotelowym pokoju, to czyste marnotrawstwo.

Szukasz początku? Jest tutaj

Share this:

, , , ,

Twoja opinia jest dla mnie ważna. Zostaw komentarz! :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Obsługiwane przez usługę Blogger.